Wersja samej siebie

Chcę być bardziej poukładana, mniej roztrzepana – roztaczałam,  przed laty mojemu kuzynowi, wizję idealnej siebie.
– Poukładana Eliza? – odparł – nie byłabyś taką jaką jesteś, moją kochaną kuzyneczką. To nie byłabyś ty.
Minęło kilka lat.
– Może pora spoważnieć, zacząć ubierać się profesjonalnie (to znaczy w tamtym momencie znaczyło dla mnie wciskąć się w garsonki i zamienić ukochane kolory na szarości) – zastanawiałam się przy moim koledze.
– Ty?! Poważnie? Przecież to twój urok – prawie wykrzyknął mój rozmówca. – Czy w przebierając się będziesz się dobrze czuła?
– Ale poważniejszy styl bycia posłużyłby mojemu profesjonalizmowi – upierałam się.
– Lubię cię, gdy jesteś sobą – skwitował mój rozmówca.
Mijały lata. Zaprzyjaźniłam się z autentyczną wersją siebie. Miejsce rozważań jaka mogłabym być zajęło: Jaka jestem? Jaka chcę być? – dla samej siebie. Czuję się dobrze w swojej skórze, chociaż czasami co nieco na niej wygładzam. Dużo pracuję nad sobą aspektach, które sama wybieram. Ja, nie ktoś inny. Nie zabiegam o akceptację innych, wiedząc że ci, którzy decydują się na kawałek drogi ze mną – lubią, akceptują lub coś sobie biorą z autentycznej relacji. Jeszcze gdy znoszą moje dziwactwa, humory – oj, to już bardzo dużo muszą sobie brać. A i ja od nich chętnie biorę :). Gdy takowa relacja któreś ze stron nie służy – pozwalamy sobie na dystans. Kto powiedział, że trzeba mnie lubić? Nie trzeba i już. I mnie nie z każdym po drodze. Szlaków na życiowych drogach mnóstwo, każdy znajduje swój i towarzyszy podróży na nim.
Autentyczność – to jedna z głównych moich atutów jaką podkreślają rozmówcy. Zawód, który wykonuję stwarza wiele możliwości do dawania i otrzymywania informacji zwrotnych.
Autentyczność, uczciwość wobec samej siebie, życie na własnych warunkach – moi towarzysze życia.
Czemu o tym piszę? Wczorajsze spotkania przypomniały mi wagę tematu.
Klientka pierwsza.
– Chciałabym porozmawiać o moim profesjonalizmie w pracy – mówi.
– Ok, a co dla pani znaczy profesjonalizm?
Z wcześniejszych rozmów wiem, że odpowiedzialnie i profesjonalnie podchodzi do swoich obowiązków.
– Ostatnio miałam do czynienia z koleżanką – jest taka chłodna w relacjach z klientami i pracownikami, może ja też powinnam taka być.
Przyglądam się wręcz zjawiskowej osobie, z niebywałym ciepłem, swoistym stylem, dzięki czemu lgną do niej ludzie i ona dobrze czuje się w swojej skórze. Wiem, że z powodzeniem prowadzi firmę.
– Jaka pani jest?
– Taka jak do tej pory. Może powinnam być inna? Nie powinnam? – dopytuje.
– Lubi pani siebie?
– No, tak.
– Klienci panią lubią?
– Chyba tak. To nie muszę być zimna i profesjonalna? Ucieszyła się moja rozmówczyni.

Klientka druga (trzy godziny później)
– Chciałabym być bardziej żywiołowa. Mniej zimna w relacjach. Trochę jak pani.
– A jaka pani jest naprawdę?
– Chyba taka jak jestem, żadna ze mnie dusza towarzyska, w sumie dobrze czuję z sobą. Jednak w gazetach promują przebojowe kobiety.
– Po co pani przebojowość? – dopytuję.
– Właściwie po nic. Może by mnie bardziej inni lubili. Z klientami miałabym serdeczniejsze relacje.
– Teraz jakie są?
– Dobre. Lubię swoją pracę, ludzi, małe ale sprawdzone grono znajomych. Tylko jak naczytam się tych gazet, to myślę, że ze mną coś jest nie tak.
– To mogę się nie zmieniać? – dopytując, odetchnęła chyba z ulgą.

Wracając do domu myślę o mojej drodze do bycia sobą. O ludziach, którzy mi pomogli nią iść. O moich znajomych, bliskich osobach, ich wadach, cechach za które czasami mam ochotę ich zamordować 🙂 i o tym, że chcę właśnie relacji z takimi jacy są, autentycznymi ludźmi, nie bajkowymi postaciami z okładek gazet.

Po co udawać kogoś innego skoro jesteśmy jedyną wersją samych siebie?
Pan Bóg jest rzemieślnikiem, nie wyrobnikiem, każdego z nas tworzy innego – mawia uczestnik moich warsztatów. Jak to rękodzieło, każde inne, z defektami, jednak o ileż cenniejsze od wyrobu rodem z Chin na marketowej półce.

RELATED POSTS